Porad kilka o rekrutacjach :) (dłuuuugie)

Cabin Crew 24 – Cabin Crew Jobs – Cabin Crew Forum Forums Po Polsku Oferty Pracy Cabin Crew Porad kilka o rekrutacjach :) (dłuuuugie)

This topic contains 126 replies, has 58 voices, and was last updated by  Wiktoria 7 months, 3 weeks ago.

Viewing 15 posts - 1 through 15 (of 127 total)
  • Author
    Posts
  • #14288

    Traveler
    Member

    Witam wszystkich.

    Postanowiłem, że napiszę parę porad dla osób planujących podjąć pracę w liniach. Trochę mi to zajęło i miejsca i czasu, więc mam nadzieję, że coś uda mi się przekazać. Będzie to na rękę wam, jak i mi, ponieważ, zależy mi też na tym, aby na rekrutacje, które organizuje, pojawiali się kandydaci jak najlepiej przygotowani. Dzięki czemu mamy win – win. A osobom, które takich rad potrzebują, mogą one się przydać również na inne rekrutacje.
    Dla tych co mnie nie znają to krótko. Pracowałem w 4 liniach lotniczych przez ok. 4,5 roku. Więc nie bardzo długo, albo bardzo uważnie obserwowałem otoczenie. Mam bardzo dużo bliższych i dalszych znajomych rozsianych po wielu liniach. Sam aplikowałem 11 razy, dostałem propozycję pracy 9 razy. Odpadłem 2x na Emirates, ale zdaję sobie sprawę, że na niekorzyść działały: moje doświadczenie, płeć, wiek, pobyt w Qatar Airways oraz atletyczna sylwetka 😛 (to sobie posłodziłem :D). Aktualnie pracuję w 2 agencjach rekrutujących ludzi do linii lotniczych, gdzie zajmuję się zarówno organizacją i jak i samą rekrutacją. Uważnie obserwuję ludzi i wyciągam wnioski, którymi się z wami chętnie podzielę. Tworzymy tutaj małą społeczność, więc warto sobie pomagać i liczę, że tak to zostanie odebrane.
    Poradnik jest dość rozbudowany, jednak mam nadzieję, że moja wiedza i doświadczenia tutaj zawarte, będą przydatne. To są moje osobiste poglądy i spostrzeżenia, proszę nie traktować tego profesjonalnie i nie wiązać bezpośrednio z agencją dla, której pracuję czy rekrutacjami, które organizuję. To jest poradnik dla was, żebyście skutecznie eliminowali konkurencje na rekrutacjach i na każdym etapie rekrutacji wasz numerek zostaje na nast. etap. Postaram się dość obszernie poruszyć te tematy jak i poprzeć przykładami z życia. Polecę od samego początku. Zaczynamy.

    Chcę zostać stewardessą. Co dalej?

    Dalej jest szukanie rekrutacji. Należy sobie zadać pytanie dlaczego chcemy latać. Czy wydaje nam się, że to prestiżowa praca, dobre pieniądze, zwiedzanie świata, młode międzynarodowe środowisko, międzynarodowa przygoda czy jakiekolwiek inne pobudki nami kierujące.
    Cokolwiek budzi naszą chęć do latania, powinniśmy to pielęgnować i nastawić się na ciężką walkę. Konkurencją jest ogromna i często na 1 miejsce przypada kilkaset osób. Od razu uczulam, że nie jest to praca na całe życie. Jeśli ktoś chce całe życie latać to niech zmieni podejście. Ponieważ, dużo osób, grubo po 30stce budzi się nagle z ręką w nocniku, że zostało z linii zwolnionych lub linia padła, lub zdrowie im siadło, inne linie nie chcą ich zatrudnić ze względu na wiek, a doświadczeni lotnicze nie przyda się wam do niczego absolutnie, a nawet będzie wam przeszkadzać podjęciu nowej pracy. Będziecie 35+ letnimi osobami właściwie bez doświadczenia , a znalezienie pracy w liniach w tym wieku graniczy z cudem. Miejcie od razu plan B i cel na który będziecie odkładać pieniądze. Żeby potem wasze aplikowanie o pracę nie było już błaganiem o nią. Z wiekiem zmieniają się potrzeby i to co byliśmy w stanie robić mając lat 21, będzie poniżej naszej godności w wieku lat 30 paru. Czego innego od życia oczekujemy i lepiej sobie to zapewnić od razu gdy zaczniemy latać, niż mieć potem naprawdę niezłe zmartwienie.
    Przejście z pracy lotniczej na ziemię jest bardzo bolesne zarówno w trybie życie jak i w kieszeni. Wpada rutynowa robota za 1/3 lub 1/4 tych pieniędzy, które zarabialiśmy. 1% ludzi zostanie rekrut erami w jakiś liniach/agencjach, 5% dostanie robotę instruktora, z 1% pójdzie robić licencję lotniczą, reszta będzie mieć solidny problem. Więc od razu uczulam – miejcie w głowie plan na potem. Cały czas się rozwijajcie, róbcie kursy, inwestujcie w siebie.
    Dla przyszłego pracodawcy, będziecie osobą rozpuszczoną, rozbestwioną i wymagającą, woli na wasze miejsce zatrudnić jakiegoś studenta młodszego od was o 15 lat, który będzie pracował za 1500 PLN i nie będzie marudził. Wasze doświadczenie życiowe i inne będzie uważał za demotywujące dla innych pracowników. Takiej osoby lepiej nie zatrudniać. Trzeba mieć dużo szczęścia, żeby trafić na kogoś, na kim będzie wasze doświadczeni robiło wrażenie i was zatrudni. Ja miałem to szczęście i trafiłem na pasjonata podróży, który zatrudnił mnie na dobre stanowisko pomimo braku kwalifikacji – bo uwielbiał słuchać o moich podróżach i przygodach. To był fart i przypadek, nie ma co na farcie opierać swojego życia. Mi się udało, komu innemu nie musi.

    Co mam do zaoferowania dla linii lotniczej? Czego mi brakuje?

    Tutaj przejdziemy do ciekawego tematu. Czy się po prostu do tego nadaję? Jeśli myślisz, że boisz się panicznie latać, że masz lęk wysokości, nie umiesz pływać i się nie nadajesz. To się grubo mylisz 
    To są rzeczy, które można bez problemu przełamać. Sam panicznie bałem się latać i zanim zostałem cabin crew, nigdy nie byłem w samolocie. Na symulatorze myślałem, że umrę :P. A jednak, strach przełamałem i zrobiłem już baaaaaaaaaaardzo dużo rejsów liczone w tysiącach. I nadal żyję i mam się dobrze :). Pływać nauczycie się w miesiąc i nie jest to wielka sztuka, kwestia chęci. Większość linii wymaga przepłynięcia 25 metrów raptem stylem rozpaczliwym czy innym, oraz utrzymanie się na wodzie w kamizelce, spójrzmy prawdzie w oczy, nie jest to wielkie wyzwanie dla kogoś kto ma marzenie latać, prawda?

    O języku napisze w dalszej części więc tutaj to sobie pominę.

    Praca w liniach często wiąże się z przeprowadzką. Pytania w stylu „Czy mogę pracować dla NAS Air mieszkając w Białymstoku” są choooooolernie nie na miejscu, bo logika nakazuje, chwilę pomyśleć. Ale i takie osoby się zdarzają. Jeśli jesteśmy osobą bardzo rodzinna i nie możemy wytrzymać bez mamy/taty/kota/psa/chłopaka przez kilka miesięcy to lepiej siedźmy na pupie w domu i odpuśćmy sobie latanie, bo praca będzie dla nas udręką, a nie przyjemnością. Trzeba się nauczyć budować i utrzymywać relacje na odległość, co nie jest bardzo trudno jeśli się chce.

    Choć przyznam, że przeprowadzka do takich Emirates/Qataru/Etihadu to są killerzy związków niemal 100% i nie będę was oszukiwał. Momentalnie na miejscu zostajecie otoczeni młodym, atrakcyjnym środowiskiem, daleko od domu, duża kasa, wasza uroda będzie egzotyczna i atrakcyjna dla wielu, wielu osobników płci przeciwnej. Nawet te kobiety, które w Polsce, powiedzmy, że nie zwracały uwagi, tam będą. Nie znam twardzieli, których związki przetrwały i tyle. Wiadomo, że różni są ludzie i być może wasza sytuacja będzie inna, czego wam życzę. Jednak patrząc realnie i doświadczeń własnych jak i znajomych – raczej czarno to widzę. Co zatem oferujecie? Swoje życie prywatne poniekąd, które przewróci się do góry nogami.

    Są linie takie jak NAS air czy Qatar Airways, gdzie wasze życie prywatne będzie dość ubogie i lecimy tam dla kasy albo zwiedzania, albo jednego i drugiego. Raczej miłości życia tam nie szukamy. Bo nie ma gdzie i jak. Zresztą w razie zwolnienia/ rezygnacji pewnie swojej drugiej połówki z Australii/ RPA/ Korei czy pewnie już na oczy nie zobaczycie, jeśli to nie było nic super poważnego, na tyle, że ta osoba zrezygnuje razem z wami. Wasze miejsce momentalnie zastąpi ktoś inny i życie toczy się dalej.

    Dalej, patrzymy w lustro i pytamy się sami szczerze. Czy jestem osoba na tyle atrakcyjną, aby linia lotnicza chciała zatrudnić mnie jako ambasadora marki? Jeśli dopowiedz jest „Tak” to weryfikujemy raz jeszcze, najlepiej poprzez jakąś koleżankę, która nas nie lubi, lub kolegów. Zastanawiamy się, czy faceci się za nami uganiają / lub kobiety, jeśli tak, to jakie. Bo komplement od pana Henia pod blaszakiem się nie liczy. Jeśli tutaj wiemy, że jest nie za ciekawie, tzn że nasze szanse na dostanie tej pracy też są niewielkie. Na pewno mniejsze niż dużo atrakcyjniejszych koleżanek czy kolegów. Wtedy warto się zastanowić co dalej i jak z tym walczyć. Ale o tym w części groomingowej. Sorka za brutalność, jednak trzeba pewne tematy omówić, bo niektórzy mogą nie być świadomi pewnych sytuacji.

    Może kursy i szkolenia w szkołach personelu pokładowego?

    Jeśli stwierdzamy, że brakuje nam paru rzeczy i decydujemy się na uczęszczanie na kursy dla personelu pokładowego. Od razu wam powiem o co chodzi. Nie chce mi się owijać w bawełnę. 90% osób na tych kursach nigdy sobie nie polata. To jest fakt. Wiedza z tych kursów nie jest nigdzie brana pod uwagę, certyfikatami itp. Można sobie pozatykać dziury w szopie. To jest na ogół żerowanie na naiwności ludzi, którzy nie mają szans na pracę w lotnictwie. Żeby dostać tą prace nie potrzeba szkoleń ani innych cudów. Trzeba być naturalnym i wiedzieć jak się sprzedać. Tego na kursie nie nauczą, może będą próbować. Jednak ktoś kto umie i tak zrobi to bez problemów i pracę dostanie. Kolejna sprawa, każda linia ma swoje procedury bezpieczeństwa lub awaryjne. Co za tym idzie i tak musicie uczęszczać na szkolenie w całości i pisać egzaminy. Z doświadczenia wiem, że na te kursy decydują się osoby zdesperowane, które chcą bardzo latać jednak zostały już wielokrotnie odrzucone lub takie, które o branży lotniczej nie wiedzą nic i wyrzuciły pieniądze w błoto.

    W wyjątkowych przypadkach, jakaś linia może mieć podpisane porozumienie z tego typu placówką, i chętniej bierze takich kandydatów. Podyktowane jest to zyskiem obu tych stron – nie kandydatów. A to kandydat tutaj ponosi koszta. Ja osobiście takie kursy odradzam, ale jak ktoś lubi, to czemu nie.

    Ogłoszenie. Czego szukam, jaka linia?

    Pierwsze co to: czytamy ogłoszenie ze ZROZUMIENIEM, najlepiej 3 razy lub więcej. A potem to już norma:
    Okay wiemy już, że chcemy latać, wiemy dlaczego, wiemy, że raczej nas wezmą. Pytanie gdzie nas wezmą. Mamy kilka typów linii lotniczych:

    Low cost – tutaj latamy głownie turn aroundy czyli w tę i z powrotem. Nie pozwiedzamy sobie, pensje na ogół są niskie i do tego przez jakiś trzeba do interesu dokładać. Jest to jakiś pomysł na start w tej pracy, jednak uważam, że w życiu najlepiej mierzyć w to co najlepsze. Tam gdzie są pieniądze ,zwiedzanie i nie ma wstydu. Low costy też można podzielić na te lepsze i te gorsze. Te gorsze to każdy zna, nie będę z nazwy wymieniał i jeśli ktoś nie chce zrazić się do latania to polecam szerokim łukiem omijać. Plus jest taki, że latają regularnie więc mamy małe fluktuacje w naszej pensji bez względu na sezony.

    Czartery – tutaj trochę inny tryb pracy, dużo lotów w tę i powrotem, ale mamy też pobyty więc można już coś pozwiedzać. Inny typ pasażera tutaj lata, moim zdaniem gorszy niż w Low Costach. Minusem tej pracy jest sezonowość. W sezonie zarabiamy świetne pieniądze, poza sezonem już takie sobie lub słabe. Latania jest mniej niż w Low costach. W low costach często lecimy 4 loty dziennie, czasami nawet 6. Tutaj często robimy jakieś 4-5h Egipty więc 2 rejsy dziennie i po sprawie, znacznie to wygodniejsze i milsze latanie. Czartery są niestety mniej stabilnym zatrudnieniem niż low costy, wiadomo, że poza sezonem nie potrzeba tylu pracowników dodatkowo są uzależnione od biur podróży, kontraktów i masy innych czynników. W lotnictwie jest tak, że linie padają i tworzą się nowe. Trzeba mieć to na uwadze przy wyborze pracodawcy. Mi osobiście tryb pracy na czarterach przypadł do gustu i wolę go od low costowego.

    Narodowi przewoźnicy – tutaj mam na myśli np. Lufthansę, British Airways, Lot itp. Raczej solidne linie, z przyzwoitą kasą, dobrym socjalem. Wymagającymi pasażerami. Dostać się jest stosunkowo trudno, ponieważ są to bardziej prestiżowe linie i chętnych jest wielu, praca generalnie „stabilniejsza”. Można tutaj dłużej polatać i mniej patrzą na wiek pracowników. Do tego można latać w Polsce lub Europie, a dla kogoś kto chce być bliżej domu jest to dobre rozwiązanie. Do tego nasz zadek chronią związki zawodowe 🙂 to coś czego nie ma nigdzie indziej.

    Arabscy przewoźnicy – to jest latanie jak dla mnie najlepsze. Mamy przygodę, pieniądze, międzynarodowe środowisko i duuuuuuużo zwiedzania. Jest potem co opowiadać, uczymy się pracy wymagającej ale na wysokim poziomie, w wyposażeniu samolotu mamy rzeczy, o których w Polsce nam się nie śniło, masę pasażerów z Azji wyprowadzających nas z równowagi co 5 minut, kupę nocnych rejsów, ultra long hauli po 14h w jedną stronę, 5 gwiazdkowe hotele na końcu świata, duże samoloty. Jednym słowem jest grubo. Nie ważne czy to Emirates, Qatar, Etihad, Gulf Air – to najbardziej znani przewoźnicy. Żyjemy sobie tam w królestwie 1000 i jednej nocy. O tych liniach można pisać i pisać i pisać, każdy chyba wie o co chodzi. Warto taką przygodę przeżyć chociaż trochę. Niezapomniane przeżycia i wrażenia. Jest też dużo wad, życia tam, jednak myślę, że przeciętny dorosły człowiek o IQ wyższym niż 50 jest ich świadom, a jak nie to sobie odszuka.

    Biznes Jety – najwięcej roboty, całkiem inny charakter pracy. Bardzo dużo obowiązków, bardzo dobre pieniądze, bardzo długie pobyty. Bardzo wysokie wymagania, ogromna konkurencja, rzadkie rekrutacje. Tyle mogę napisać na ten temat. Trzeba być bardzo atrakcyjną, zdolną, bystrą kobietą w mojej opinii – przynajmniej ja takie znam w biznes jetach.

    Zgodnie z powyższym, wybieramy sobie jakiś cel i atakujemy do danej linii lotniczej. Najlepiej podejmujemy kilka prób. Bo za 1 razem może się nie udać. Zbieramy wszelkie możliwe informacje w Internecie, od znajomych, ode mnie i tak uzbrojeni idziemy.

    Moje nastawienie, czy jest właściwe?

    Nastawienie to dość ważny czynnik. Niestety żyjemy w świecie, gdzie dużo dzieciaków zostało wychowanych w przeświadczeniu ,że są wyjątkowi, jedyni. Rodzice po głowie klepali całe życie. Taka osoba wstępuje w dorosłe życie. Idzie na rekrutację do linii lotniczej. Tu dzieje się tragedia. Nie przyjęli. Jak to możliwe. Pierwsze zderzenie z rzeczywistością i rynkiem pracy. Nie będę ukrywał, że najlepiej pracuje się z kandydatami w wieku 25+, świadomymi rynku pracy. Najgorzej z takimi 21+ lub mniej. Zwykle (podkreślam – zwykle!) są to osoby studiujące, bez doświadczenia zawodowego lub z jakimś małym doświadczeniem, przekonani o swojej wyjątkowości i atrakcyjności, wierzą, że ten jedyny słuszny kierunek jaki wybrali na studiach zagwarantuje im chleb i pracę za wysokie 4 cyfrowe zarobki w Polsce i idą na rekrutację z łaski. Udręka z takimi ludźmi. Niestety te osoby, chronione przez rodziców do późnych lat dorosłych nie otrzymały jeszcze klapsa w twarz od życia i ich roszczeniowe podejście potrafi zepsuć atmosferę niejednej rekrutacji. Jeszcze się nie dostali, a już stawiają warunki, mają podane na tacy wszystko, a pomimo to, wszystko się im nie podoba. Kto sobie organizował wyjazd zagraniczny, poza Unię Europejską do pracy, ten wie ile z tym roboty i zachodu, ile stresu i drapania tynku ze ścian, żeby się utrzymać, w obcym kraju daleko, daleko. Jak ciężko dostać wizę, znaleźć samemu pracę i po prostu żyć. Z takimi osobami praca to czysta przyjemność. Oni wiedzą, że muszą się wysilić, żeby zdobyć pracę. Nie wychodzą z założenia, że im się należy. Nasz kraj wychował pokolenie ludzi, którzy uważają, że im się należy – darmowa edukacja, darmowe leczenie, darmowa pomoc społeczna itp. Itd. Ty drogi kandydacie nie bądź taką osobą. Takie nastawienie jest straszne dla pracodawcy, dla kolegów w pracy i całego otoczenia. W świecie kapitalizmu, nic się nikomu nie należy, trzeba sobie na to zapracować. Idziesz na rekrutację, poszukaj informacji o linii lotniczej, o kraju w którym ew będziesz mieszkać, o pracy, o ludziach. Zainwestuj trochę czasu i energii. Przygotuj się. Wtedy obejdzie się bez zadawania dziwnych pytań oraz wiecznie rozczarowanej miny. Praca ze świadomymi kandydatami to sama przyjemność. Inaczej rozmawia się z osobą świadomą o opcjach i możliwościach, niż z rozkapryszoną, roszczeniową o tym co jej się należy i że gdzieś tam indziej oferują coś innego. Lepszego czy gorszego nie ważne. Jeśli tam oferują to tam szukamy szczęścia.

    Zwykle to co tam oferują lepszego okupione jest czymś innym. Wiadomo, że każdy by chciał w Emirates latać, dostanie się 5% może mniej. Reszta nigdy w życiu nie dostanie tam pracy. Przekonani o swojej cudowności, mogą poświecić całe życie na zdobycie pracy, której nigdy nie dostaną. Inni, podejmą próbę, spojrzą na siebie z dystansem i dobiorą linię pod siebie. Tam pójdą dostaną się i będą realizować marzenia. Nie bądź tą osoba, przekonaną o swojej cudowności, czującą, że jesteś lepsza od innych, że to tobie a nie innym się należy. Nigdzie Cię to nie zaprowadzi w tej branży. Nawet jeśli przypadkiem dostaniesz się do linii i jakimś cudem rekruterzy nie wyeliminują Cię z rekrutacji, to potem załogi w liniach zrobią z Twojego życia piekło i sama zrezygnujesz. Znam z życia takie przypadki i powiem szczerze, nie szkoda mi takich osób. To dobra lekcja na całe życie. Zawsze sami rezygnują. Ci zaślepieni oczywiście powiedzą, że cały świat nienormalny się uwziął :D, ci mądrzejsi biorą nauki na garba i zmieniają nastawienie i dalej jest już tylko lepiej. Lotnictwo uczy silnie pokory. Każdego bez wyjątków. Mnie też nauczyło :), szczęśliwie, że nie jakoś dobitnie.

    Właściwie nastawienie to optymizm i elastyczność. Widzimy ofertę to po pierwsze czytamy ją uważnie. Kalkulujemy sobie, przeliczamy na złotówki jeśli taka potrzeba. Nakładamy na nasze potrzeby. Jeśli nam odpowiada to atakujemy, jeśli nie to odpuszczamy. Pierwsza dobra rada – nie negocjujemy, nie domagamy się. To jest linia lotnicza, a nie warzywniak u Pana Heńka, gdzie będziemy sobie walczyć o większą kasę czy dodatek za nockę. Na takich warunkach jak w ofertach pracuje kilka tysięcy osób i nikt dla nikogo nie będzie robił wyjątku. Jeśli oferta się nie podoba – idziemy do innej, jednej z 650 linii lotniczych i tam szukamy szczęścia. Linia lotnicza to zawsze elastyczność, to my się dostosowujemy do rostera, warunków, miejsca zamieszkania, pogody, strefy czasowej, relacji rodzinnych, współpracowników, zasad i reguł. Jeśli nie potrafisz się przystosować – szukasz innej pracy. Ostatnie czego linia lotnicza chce to indywidualisty, buntownika i defetysty. Jak warunki w linii nie odpowiadają po podjęciu pracy – zwalniamy się, idziemy gdzie indziej. Taka to prosta filozofia.

    Jeszcze jedna sprawa. Niektórzy podchodzą do pracy w liniach jak do jakiejś prestiżowej pracy, która podnosi ich status w oczach innych ludzi itp. Sprowadzę na ziemię – nie jest tak i będzie tylko gorzej. Dla wielu osób jest to zawód pogardzany, dla młodych ludzi o niskich kwalifikacjach i ambicjach. Jeśli myślicie inaczej to tylko wasze błędne wyobrażenie tej pracy. Jest to super przygoda i warto ją przeżyć, jest to dobra kasa i zwiedzanie świata, ale prestiżu w tym nie ma. Kiedyś był, dziś nie. Jeśli ktoś myśli, że inni ludzie myślą, że jest się atrakcyjną bo jest się stewardessą – myli się bardzo. Spotkacie mnóstwo ludzi, którzy powiedzą wam „Mogę się spotykać / umawiać z każdym tylko nie z cabin crew / pilotem”. Czemu tak, to sami się przekonacie z czasem. Więc nie nastawiajcie się, że ta praca podnosi wasz poziom atrakcyjności itp., cokolwiek chcecie osiągnąć w sposobie jaki postrzegać was będzie społeczeństwo, to, to nie działa. To co robicie to jest dla was i tylko dla was. Wasze doświadczenie, którego nie zapomnicie do końca życia. To, to co zobaczycie i przeżyjecie będzie budzić podziw innych – ale wasza praca? Nie. Mówię to bo wiem, że młode dziewczyny tak patrzą na ten zawód, ale czasy jego świetności przeminęły i nie wrócą. Dobrze, żebyście były tego świadome. By potem nie zadzierać nosa, bo nie ma ku temu powodów 🙂

    Podsumowując roszczeniowa postawa – NIE. Elastyczność i optymizm – TAK

    Aplikacja

    Okay, wiemy już gdzie chcemy się dostać. Co robić, jak się nastawić. Trzeba przygotować aplikację. Na co warto zwrócić uwagę i co warto wyeksponować:
    Doświadczenie w customer service oraz doświadczenie medyczne. Reszta doświadczenia raczej nie jest przydatna no chyba, że również w liniach.
    Większość linii i tak was wyszkoli od zera więc, możecie równie dobrze nie mieć wcale doświadczenia i też będzie dobrze.

    Co do CV to po pierwsze. Zawsze podajecie swój wiek. W naszym kraju nie można o to pytać, jednak większość linii i tak was o to zapyta, albo co gorsza z automatu odrzuci waszą aplikację, nawet nie widząc was. Więc nie ma co strzelać sobie w kolano nie podając daty urodzenia. Konieczne też jest zdjęcie – wiadomo, nie będę tego tłumaczył. Szanujcie swój czas, bo każda linia ma ograniczenia wiekowe, lepiej nie zostać zaproszonym na rekrutację, ze względu na wiek, niż zmarnować czas, energię i pieniądze i tak zostać odrzuconym na miejscu.

    Jeśli aplikujecie do zagranicznej linii to wysyłacie CV po angielsku. W Polsce tez możecie. Angielski jest głównym językiem lotniczym i każdy w tym środowisku się nim posługuje. Zrozumieją i wasze CV. Wysłanie CV po polsku jest wtopą na całej linii w przypadku zagranicznego przewoźnika i skutkuje odrzuceniem aplikacji. Jeśli nie potraficie napisać poprawnego CV po angielsku, poproście kogoś o pomoc. Błędy tak samo was przekreślają. W niektórych CV są takie teksty, że się piętą można przeżegnać czytając to. Albo zdjęcia w kostiumie kąpielowym z wakacji. To jest aplikacja o pracę. Chciałbym zobaczyć, czy ktokolwiek idąc na rekrutację do dużej firmy przedłożyłby swoją fotę w kostiumie albo z psem na rękach? Bądźmy poważni. Rozmowa o pracę jak każda inna. Głupio odpaść na samym CV. Tak samo brak nr telefonu czy adresu email w aplikacji, lub klauzuli, której brak od razu nas dyskwalifikuje. Nie rozumiem również, jak można przygotować angielskie CV i wkleić polską klauzulę 🙂 Niepojęte to dla mnie.

    Jest dużo wzorów CV w Internecie, można coś fajnego posklejać. Postarajcie się wyeksponować to co napisałem. Patrząc na CV szukam imienia, nazwiska, wieku, telefonu, emaila, doświadczenia lotniczego. Brak tych info sprawia, że muszę się przekopywać przez całe CV, a co gorsza nie ma tego gdzieś. To komplikuje prace, muszę się dopytywać. A to przecież nie jest w moim interesie się dopominać o takie rzeczy. To nie mi ma zależeć. Myślę, że inni rekrutujący mają podobne odczucia.

    Warto wiec sprawdzić swoje CV pod tym kątem.
    Kolejna sprawa to dokumenty wymagane na rekrutację. Nie pojmuję jak w dziej szych czasach można nie posiadać paszportu ogólnie, co dopiero osoba, która aplikuję na tą pozycję. Nie wiem jaki jest problem wykonania 5 zdjęć paszportowych na rekrutację. Jeśli linia takich wymaga to idziemy i robimy. Nie na miejscu są pytania po co? Dlaczego? Na co? Komu to? Do czego tego użyją?

    Nikt sobie tego nie wiesza nad łóżkiem, widocznie są potrzebne do różnych rzeczy i tyle. Jak ktoś się nie dostanie to tych zdjęć nie musi oddawać. Przydadzą się kiedy indziej. A paszport to jest „must have” zawsze i wszędzie. Nigdy nie wiadomo, kiedy może być potrzebny. Cieżko mi sobie wyobrazić, żeby mi przyszły pracodawca powiedział „Słuchaj, potrzebuję 5 zdjęć paszportowych” a ja mu mówię „A po co?”:)))))))))) Absurdalność tej sytuacji powala. Ale tak jak pisałem wcześniej, odrzucą kogoś 5 razy to zmieni podejście i wtedy nagle pojawią się sukcesy.

    Dodatkowo, jeśli w ofercie jest podane jakie są zarobki – to przewoźnik robi wam uprzejmość, że je podaje. Nigdzie nie widziałem, żeby Qatar czy Emiates czy polscy przewoźnicy podawali w ofercie swoje zarobki. Tak naprawdę to zobaczycie je dopiero na rekrutacji lub nawet nie. Jeśli w ofercie są zarobki tzn, że przewoźnik szanuje was i wasz czas. Żebyście nie fatygowali się pół świata żeby dowiedzieć się, że wam one nie odpowiadają. To jest ukłon i dobra wola w kierunku kandydatów. I tak wypada to traktować. Możecie sobie dokładnie policzyć, co jak i za ile. Sprawdzić w Internecie koszty życia w danym kraju i macie obrazek, jak to tam wygląda 🙂

    Agencja czy linia bezpośrednio.?

    Macie 2 możliwości dostać tą pracę. Albo za pośrednictwem agencji albo aplikując bezpośrednio do linii. Plusy i minusy rozwiązań są następujące. Jeśli aplikujecie bezpośrednio do linii to macie znacznie mniejsze szanse dostać tą pracę. Dlatego, że te linie albo wcale nie rekrutują w Polsce, albo rekrutują bardzo mało osób. Plus jest jasny – mniejszy finansowy wkład własny, lub jego brak. Zawsze rekrutowanie się przez agencję mediacyjną, wiąże się z jakimś kosztem. Linie wybierają często agencję, ponieważ wtedy nakład finansowy linii jest zerowy lub symboliczny. Koszty są na garbie agencji. Im więcej im lepszych kandydatów dostarczą, tym większa szansa, że się cały event zwróci i nie dołożą do interesu.

    Póki nie dostałem pracy w agencji, nie wiedziałem, że takie istnieją. A jak się okazuje na zachodzie i w Azji, większość rekrutacji jest organizowana przez agencje. Plus jest taki – że agencja podpisuje kontrakt na więcej pracowników – 30-50 osób często. Mniejsze ryzyko, że inwestycja się nie zwróci, a wiadomo, że jest to biznes i chęć zarobku, większa szansa dostać pracę. Minus to opłata mediacyjna. Nie mylić z rekrutacyjną bo to dwie różne rzeczy. Płacimy tutaj za usługę, czyli możliwość spotkania się dwóch stron pracodawcy oraz pracownika na neutralnym gruncie. To nie jest pośrednictwo pracy. W przypadku braku udziału agencji, do takiego spotkania by nie doszło. Stąd np. mamy NAS Air, Air Arabię czy Gulf Air w Polsce, każdy kto trochę się interesuje, wie że to robi różnicę.

    Czy to się opłaca? Jestem stronniczy tutaj wiadomo. Zwłaszcza, że całe życie przywykłem do płacenia za usługi. Studiowałem prywatnie, ubezpieczenie mam prywatne również, nigdy nie interesowała mnie bezpłatna edukacja czy ubezpieczenie. Przyzwyczaiłem się, że jak chce coś mieć to muszę to sobie kupić, nie wychodzę z założenia, że mi się należy. Jak mnie na coś nie stać, to tego nie mam i tyle. Zawsze pozostaje opcja darmowa i tutaj wszyscy mają równe szanse.

    Normą dla mnie jest, że jeśli chcę zdobyć jakiś zawód to być może będę musiał coś w to zainwestować, np. jakiś kurs czy szkolenie, bo bez kwalifikacji nikt mnie nie zatrudni. 95% takich inwestycji nie daje gwarancji pracy. Płacimy za kursy, płacimy za studia, płacimy za doszkalanie itp. A pracy jak nie było tak nie ma. Każdy kto się zetknął z rynkiem pracy jest tego świadom – dlatego tak jak mówiłem, tak dobrze rekrutuje się osoby, które mają już doświadczenie zawodowe. Jak wielu pracodawców mówi nam „Zrób ten kurs za 6 tys pln, a ja dam ci gwarancję pracy na 2 lata, zakwaterowanie, transport, możliwość zwiedzenia świata, zniżki na bilety dla ciebie i rodziny, pełne ubezpieczenie itp. A twoja pensja to 6000 – 8000 PLN lub więcej miesięcznie”. Raczej takie coś można sobie między bajki wsadzić. To tutaj mamy taką sytuację właśnie. Zawsze można powiedzieć „ale tam rekrutują do arabowa za darmo”. Owszem rekrutują. Ale, szanse że się dostaniesz są znacznie niższe, nie dostaniesz się i czekasz pół roku, w tym czasie, te zainwestowane pieniądze już by ci się zwróciły z nawiązką. A tam? Może nigdy się nie udać. Bo poza spełnieniem wymogów, również jest konkurencja, bo miejsc jest mało, a chętnych dużo. Tutaj, biorą dużo ludzi. Ja to nazywam pay-to-win.

    Można powiedzieć „ale w Polsce linie zatrudniają, za darmo więc jest lepiej”. Jest to półprawda. Nie wiem czy jest jakakolwiek linia w Polsce, która płaci kandydatom podczas szkolenia. To są 4 tygodnie życia, gdzie trzeba najpewniej przeprowadzić się do innego miasta – to są koszta. Pojechać, zobaczyć mieszkanie, potem wrócić, hotele, transport. Potem się urządzić w takim mieszkaniu, kupić podstawowe rzeczy, zapłacić kaucję + czynsz + jedzenie i tak dalej. Każdy, kto wynajmował sobie tak mieszkanie, wie, że to są koszty i do tego niemałe. Dodatkowo na szkolenie trzeba dojechać, transport zorganizować sobie samemu, więc 4 tygodnie jesteśmy solidnie na minus z kasą. Wiem jak jest bo też zaczynałem w Polsce i długo jeszcze spłacałem długi z tego okresu. A potem czy jest lepiej? Pierwsze 4 tygodnie latania (to już w sumie 8) żadnych pieniędzy nie widzimy, no bo za co? Nikt nam z góry za pracę nie zapłaci. Czekamy zatem do 1 wypłaty 2 miesiące, w tym czasie utrzymując się i opłacając wszystko. Albo samochód, komunikacja miejska albo taxówka – koszta wiadomo. Do tego czy potem pensja ma to rekompensuje? Nawet zarabiając 4000 PLN miesięcznie (co w Polsce jest mało realne zwłaszcza na juniorskiej pensji, ale przyjmijmy taką optymistyczną wersję) musimy opłacić mieszkanie, transport jedzenie itp. Zostanie nam z tego może 1,500 na przyjemności, kino, powrót do domu, wyjście gdzieś itp. Może mniej, może więcej. Ale taka optymistyczna wersja nie będzie miała miejsca, bo zarobimy na początku połowę tego. Bo większość linii liczy np. premie za utargi z opóźnieniem, do tego odciąga z pensji za umundurowanie i tak dalej. Więc czy aby na 100% ta opłata się nie opłaca? Szczerze, na tyle rekrutowanych osób, tylko 2 stwierdziły, że im się nie opłaca, w mojej karierze :). Warto sobie przemyśleć. Chciałem, żebyście byli świadomi. Jeśli ktoś ma inna wizję, to komentować. Choć chyba dość życiowo to zobrazowałem.

    Przygotowanie do rekrutacji

    Wiemy już, że zaproszono nas na rekrutację, wiemy, że idziemy. Pierwsza zasada. W dobrym guście jest, potwierdzać obecność, jeśli się realnie wie, że się przyjdzie i linia/agencja prosi o to potwierdzenie. Ciężko mi sobie wyobrazić, że umawiam się z pracodawcą na spotkanie, a potem bez słowa po prostu nie przychodzę :). Jeśli potwierdziliśmy obecność, a nie możemy się pojawić, to parę dni wcześniej piszemy emaila i odwołujemy. To jest kwestia wychowania i to wygląda dobrze. Widać, że jesteśmy poważnymi ludźmi.

    Kolejna sprawa, przygotowujemy wymagane dokumenty. Na tyle na ile to możliwe. To widać, czy ktoś poważne podchodzi do sprawy, czy pojawił się przez pomyłkę. Bardzo źle są widziane spóźnienia. To taki zawód, gdzie nie toleruje się spóźnień. 300 pasażerów nie będzie czekać, na zaspaną stewkę. To jest ogromna kasa dla linii lotniczej i plama na opinii. Lepiej być godzinę wcześniej niż 5 minut za późno, tak samo tyczy się to rekrutacji. Komuś może się wydawać, że w tłumie nikt nie zauważy. Nigdy nie wiadomo, na kogo akurat pośle spojrzenie rekruter i akurat przez to nie dostanie pracy. Jeśli jest zła pogoda, wyjedź wcześniej, potrzebujesz czasu żeby doprowadzić się do porządku przed rekrutacją – wyjedz wcześniej. Proste jak drut :D. Ja to potrafię, to czemu inni mieliby nie potrafić?

    Dalej. Na rekrutację nie trzeba zabierać, mamy, taty, brata i innych postronnych osób. Śmiesznie to wygląda, że dorosła osoba, musi być niemal zaprowadzona za rączkę na rozmowę o pracę :), a za chwilę ma lecieć na drugi koniec świata i samodzielnie żyć. Nikomu się krzywda na rekrutacji nie stanie. To detal, ale na to się zwraca uwagę – bardzo.

    A to ode mnie. Jak dostajecie numerek na rekrutację i nie jest to naklejka na ubranie to
    – nie piszemy po nich
    – zwracamy je
    Do jasnej Anieli! 😛 ja was zamorduję! 😀 teraz będę dłubał 200 numerków w Paincie po ostatniej rekrutacji :>!!! Thx bardzo :]

    Bierzemy ze sobą wydrukowane CV. Wiele hoteli ma politykę, że nie może drukować nic z pendrivów z obawy przed wirusami, może więc być tak, że nikt wam CV nie wydrukuje. CV oczywiście w odpowiednim języku. Do tego zawsze warto lub trzeba mieć zdjęcie sylwetki. To jest rekrutacja do pracy, więc zdjęcie w stroju biznesowym, nie kąpielowym! 🙂

    Grooming

    Dobra tutaj mamy temat ciężki i będziecie na mnie psy wieszać, ale co zrobić. Chcę wam pomóc, więc biorę się za ten śmierdzący temat.

    Jest kilka ważnych kwestii. Pierwsza to

    Ubiór:
    Biznesowo. Koszula, marynarka, elegancki sweter. Nie przychodzimy ubrani jak na imprezę, wesele, urodziny kolegi czy pogrzeb. Tak jak na rozmowę o pracę – elegancko. Nie przychodzimy w powyciąganych ubraniach, czy dziwnych akcesoriach, wyzywających. Ma być elegancko. Buty na obcasie. To dość ważne, do razu widać czy umiecie w tym chodzić i jak się prezentujecie, ponieważ w tej pracy w wielu liniach to takich butach będziecie pracować po kilkanaście godzin dziennie, codziennie. Lepiej zakładać jasne rajstopy, bo wtedy widać, że nie macie tatuaży. Większość linii ich nie akceptuje na nogach, rękach, szyi i twarzy. Po co sobie utrudniać, potem i zdejmować, pokazywać. Trzeba sobie robić z górki.

    Make up:
    Malujemy się. Brak make upu może nas załatwić na amen. Trzeba pokazać, że się umie umalować. Make up w tym zawodzie jest pożądany i rekrutujący chcą go zobaczyć. Z klasą i z głową oczywiście! Nie znam się na tym, to nie będę doradzał. Panowie się nie malują, chciałbym tylko zauważyć! 😀 Bo to jest jakaś tragedia i to widać.

    Włosy
    Najlepiej spinamy. Niektóre fryzury uniemożliwiają spięcie włosów. Dobrze by było jakby odsłaniały uszy i szyję. Elegancka fryzura to podstawa i tego się nie da przeskoczyć. Jak ktoś nie umie o to zadbać to się nie nadaje do tej pracy. Stewardessa musi wyglądać dobrze, zawsze i w każdych warunkach. Nie ma, że deszcz pada, że zaspała. 300 oczu pasażerskich będzie się gapić na was i nie zostawią suchej nitki na kimś kto źle wygląda. Wielu paxów traktuje cabin crew jak wroga, więc nie mają litości jeśli nie jest idealnie. Stoicie na demo na środku kabiny, pokazujecie jak zapiąć pas, a tu plama pod pachą czy każdy włos w inna stronę. Współczuję :). Trzeba o siebie dbać.

    Zęby, skóra i paznokcie.
    To jest największa oznaka zadbania u kobiety. Jako facet zawsze patrzę (poza sylwetką i ogólnie twarzą) na zęby, skórę , włosy i paznokcie. Rekrutujący na szczęście też. Żyjemy w 21 wieku to są rzeczy, nad którymi można popracować. Naturalnie nieładny odcień zębów? Można wybielić. Krzywy zgryz czy uzębienie? Od tego są aparaty korygujące. Obgryzione czy połamane pazury? Masakra, u młodej, uważającej się za atrakcyjną kobiety???? Nie do pojęcia. Fryzjer również nie kosztuje majątku, jeśli nie wiemy jaką fryzura najlepsza, warto iść do stylisty czy coś. Tak czy siak na rekrutację warto mieć paznokcie, włosy czyste i zadbane. Ze skórą jest większy problem. Są osoby z cerą trądzikową lub długim doświadczeniem jako cabin crew i to widać właśnie po skórze. Tutaj to wymaga więcej pracy i często nie jest możliwe do nadrobienia. Jednak, robić trzeba ile się da jeśli nam zależy. Nasza rekrutacja może się odwlec w czasie nawet o kilka lat. Ale taka inwestycja w siebie zawsze się zwraca – nie tylko w dostaniu tej pracy. To jest to, jak nas będą postrzegać inni. Tego typu zaniedbania w większości linii nie są tolerowane, nawet za odprysk lakieru na paznokciu można zostać zaraportowanym, a za różne dziwne rzeczy offloadowanym z rejsu – i się nie leci po prostu. 2 takie wpadki i wracamy do Polski, kontrakt zerwany. Skoro 95% cabin crew umie się dostosować, to widocznie nie pasujemy do tej pracy, skoro my nie umiemy.

    Teraz trudny temat. Waga.
    Przyczyn nadwagi jest kilka. Od genetyki, poprzez leczenie do lenistwa. Każdy jest świadomy skąd u niego nadwaga. Raczej nikt się nie urodził wczoraj. Taki np. ja. Mam 16 kg nadwagi, kto mnie widział, ten widział, że mam przaśną gębę. Zdaję sobie sprawę skąd ta waga. Trenuję, jestem w okresie budowania masy mięśniowej, staram się przytyć ile mogę w pewnym okresie czasu. W tym czasie nigdy nie poszedłbym na rekrutację do linii lotniczej 🙂 wyglądając tak jak teraz wyglądam. Ale jestem tego świadomy, skąd to się wzięło i wiem, że za 5 miesięcy moja waga spadnie o co najmniej 15 kilogramów na sezon wakacyjny. Ale najważniejsza jest- świadomość. Ja się nie tłumaczę, że mam grube kości, że coś tam. Wyglądam na ciężkiego i tyle. W bicepsie ma być jak najwięcej! 😀 Nikt mnie nie musi ważyć bo na pierwszy rzut oka widać, ze ważę prawie 100 kg. Tak samo jest z kandydatami. Jak ktoś wygląda okay to waga nie robi różnicy, jak mają wątpliwości czy ta sylwetka podchodzi pod poszukiwany profil, wtedy jest rozetrka. Bo kandydat fajny, ale waga za wysoka. I szczerze, czy ktoś z was myśli, że kogokolwiek obchodzi jaka jest przyczyna tej nadwagi? Serio? Jest i tyle. Koniec tematu. BMI jest wyznacznikiem absolutnie niczego i to też wie każdy, kto się zetknął z fitnessem i kulturystyką w jakikolwiek sposób. Ogólnie zauważyłem, ze linie chętnie biorą do siebie ludzi właśnie związanych z fitnessem. Jest to poniekąd gwarancja, że taka osoba nie przytyje i będzie „in shape” cały czas.
    Skąd taka dokładność. W arabskich liniach się tyje – to od razu powiem. W ciągu kilku tygodni jak przylecicie do arabowa uzyskacie tzw „arabic belly” czyli waga podskoczy wam swobodnie o te 4-5kg i nie ma na to mocnych. Tak jest i już. Dlatego, że zmieni się diametralnie wasz styl życia. Jest za gorąco żeby czynnie uprawiać sport, albo chociaż spacerować. Będziecie przewracać się między fotelem, a kanapą. Często sprzyja życie imprezowe a wiadomo, że alkohol to puste kalorie, im silniejszy tym więcej kalorii, których organizm nie może spożytkować, od razu odkładają się w tkance tłuszczowej. Co gorsza, osoby bez pojęcia, myślą sobie, wypiję wódeczkę, mniej kaloryczna jak piwko. Sami sobie dołek kopią. Im silniejszy alkohol tym większa kaloryczność, do tego pod wódkę się pije popitkę, zagrychę itp. Koniec końców większa krzywda na koniec. Na dodatek, dużo lata się w nocy, organizm jest rozregulowany, nie chce się gotować w domu, jada się na mieście – bo stać, bo tak wygodniej. Do tego idziecie na 20h do pracy i co jecie? Jedzenie z samolotu, bomba konserwantów i kalorii, których nie spalicie. Żeby było mało to na dodatek jedzenie w arabowie jest importowane i zakonserwowane, przetworzone. Rekrutujący ma gwarancje, że osoba nawet z wagą w normie, ale już wyglądająca „solidnie” będzie osobą otyłą i koniec. Tak to działa i tego nikt z nas nie zmieni. Każdy kto tam pracował to wie jak to wygląda. Stąd taka restrykcyjność. Czego się nie dziwię, bo w końcu to wy macie być ambasadorami marki. Nad wagą moża bez problemów popracować, trochę siły woli i będzie dobrze 🙂

    Dalej jest wzrost – zwykle to jest 158 lub więcej. Chodzi o dostęp do sprzętu awaryjnego, wymaganie jest wszędzie i to jest chyba jasne.

    Chyba tyle w kwestii groomingu 🙂

    Język angielski i inne języki

    Abyście się dogadali, potrafili zaprezentować i coś napisać. Zwykle jest jakiś prosty test na tych rekrutacjach. Tutaj nie ma co się rozwodzić, specjalistą nie trzeba być. Choć dobry angielski jest zawsze zauważany i jest mocnym atutem.

    Niektóre linie wymagają innych języków, ale to jest jasno zaznaczone. Angielski trzeba znać wszędzie i koniec.

    Prezentacja, CV drop

    Niektóre linie wymagają prezentacji. Co warto, a czego nie warto mówić?

    Warto wymienić jakieś ciekawe pasje. Zaprezentować się jak najlepiej. To logiczne, nie będę się rozwodził. Jeśli opowiadamy o koleżance, to nie kopiemy jej grobu jakimiś dziwnymi historiami. Nawet jak się zagalopowała i palnęła bzdurę, możemy skutecznie kogoś pogrążyć wyciągając to publicznie. Trzeba mieć wyczucie smaku. Taka sytuacja miała miejsce na rekrutacji do NAS, gdzie jedna dziewczyna pogrążyła drugą, bo tamta powiedziała coś co akurat bardzo nie przypadło do gustu rekrutującym, a jej koleżanka to powtórzyła. Pozamiatane. Grajmy fair, zwłaszcza jeśli druga osoba dobrze o nas mówi. Zawiść czy wrogie nastawienie widać i eliminuje się takie osoby z rekrutacji.
    Tutaj też widać jak kto mówi po angielsku, jak mu idą występy publiczne (wymagane w tej pracy), czy umie zaprezentować siebie i swoje zdanie. Staramy się mówić krótko i konkretnie. Historie na 5 min nie są już ciekawe. 1-2 minuty i dziękuję. Ocenia się tutaj też wygląd, sposób poruszania, mówienia, ekspresję i masę innych rzeczy, które wpływają na tzw. „pierwsze wrażenie”

    Zadania w grupach

    Pierwsze na co zwraca się uwagę to aktywność i inicjatywa. Odpadają fajne dziewczyny, które nic nie mówią, a szkoda. Wiele takich sytuacji miałem, że na serio fajne dziewczyny poległy na tym etapie bo siedziały cicho. Nie można dać się zakrzyczeć, trzeba mieć swój wkład w pracę grupy. To widac, każdemu poświęca się chwilkę i ocenia jak mu to tam idzie.

    Jak już mówimy to przedstawiamy swoje propozycje, odnosimy się do propozycji innych. Nie krytykujemy, nie dominujemy, nie pokazujemy charakterku i złośliwości. Jedna taka zagrywka i pozamiatane. Za silne i dominujące osoby nie przejdą rekrutacji. Tutaj też widać, czy osoba ma problem z pracą w zespole. Oczywiście, każdy powie, że nie ma. Ale na szczęście to już rekruterzy oceniają, bo ludziom brakuje dystansu zwykle w tej ocenie. Oczywiście ważne jest też poczucie humoru, optymizm, pomysłowość, nastawienie. To jakie emocje się wzbudza swoją osobą. Jeśli mimika się nie pokrywa z tym co mówimy i chcemy przekazać, to widać, że jest to sztuczne i grane – takie osoby się odrzuca – sztuczne. Nie ma że stres, że to że tamto. To jest rekrutacja i trzeba dać z siebie wiele, żeby się zaprezentować, albo inni zrobią to lepiej i oni dostaną pracę, a my nie.

    Zadania zawsze są do dyskusji, więc trzeba tą dyskusje prowadzić z wyczuciem.
    Aha i jak mówią „time is up” to koniec pracy. Jak nie podają i mówią, że 15 min na zadanie, to ktoś niech pilnuje czasu. Praca po czasie jest źle widziana. Na tym ten zawód polega, zawsze mało czasu i zawsze trzeba go pilnować.

    Final interview

    Tutaj sprawa jest prosta. Pokazujemy CV i dostajemy serię różnych pytań. Interview są różne, albo rekruterzy i 1 kandydat albo rekruterzy i kilku kandydatów. Im was więcej tym łatwiej. Najtrudniej jest 1 na 1. Nie ma co kłamać to po pierwsze, bo to widać. Lepiej nie mieć bzdur w CV bo to wylezie i już pożegnamy się z pracą. Jeśli jakiegoś języka nie znamy komunikatywnie to warto to zaznaczyć, że się uczymy czy coś.

    Często pytają o jakieś sytuacje w customer service, trudna sytuacje w pracy i jak z niej wybrnęliśmy, jak sobie wyobrażamy życie w kraju, gdzie będziemy zbazowani. Gdzie widzimy siebie za 3-5 lat. Jakie mamy mocne strony, jakie słabe, czemu chcemy być cabin crew tej linii, mogą pytać o informacje na temat linii. Warto sobie przemyśleć takie rzeczy. Będą pytać, czemu zrezygnowaliśmy z tej czy innej pracy i będą drążyć temat.

    Teraz ważne. Często final interview jest na końcu dnia. Wszyscy są padnięci. Wtedy trzeba się uśmiechać, zwracają na to uwagę. Że nie ma, że zmęczona ale cały czas uśmiechnięta i optymistyczna. To bardzo ważne.

    Cieżko mi tutaj coś więcej doradzić, bo każdy tutaj może mieć totalnie co innego. Póki jesteście optymistycznie nastawieni i uśmiechnięci, wiecie czego chcecie i nie mówicie, że ta praca to marzenie waszego życia – bo to świadczy o małej ambicji (bez urazy dla nikogo) i często takich osób nie chcą brać. Desperatów też nie chcą. Jak ktoś tylko chce tą pracę i jest nią zaślepiony to nie wezmą. Nawet jak się jest taką osobą to nie można tego okazywać.

    Badania medyczne i inne dokumenty

    Badania zawsze wykonujemy na swój koszt. Niektóre linie zwracają za to pieniądze, niektóre nie. Jak zwracają to fajnie, jak nie zwracają to trudno. Linia nie będzie inwestować w badania dla każdej osoby, bo okaże się, że jest niezdatna do pracy i wydatek się nie zwróci. Tak to robicie badania, jak są okay to lecicie, kasę wam zwrócą. Tłumaczenia, xera, zdjęcia – tych kosztów nigdy żadna linia wam nie zwróci, to jest wasz koszt tylko i wyłącznie. Jak na rekrutacje nie doniesiecie dokumentów, żeby je zabrali ze sobą, to zapłacicie kilkadziesiąt złotych za kuriera żeby te dokumenty dosłać. Nie wszędzie akceptują emaile. Dodatkowo, część badań jest robiona ponownie w krajach arabskich – dla rządu. Nie raz i nie sto razy kogoś wydalono z kraju na tych badaniach. Zdarza się. Lepiej więc dobrze je zrobić już w Polsce.

    Badania zwykle to:

    Morfologia
    Audiogram
    X-ray klaty – kręgosłup, płuca i serce z opisem. Cienie, blizny i inne. Skolioza dopuszczalna to do ok. 10 stopni w zależności od linii. Trzeba się dopytywać. Już nie pamiętam.
    Spirometria – zalezy jaka linia
    Okulista – dużo linii dopuszcza okulary i soczewki, wiec wzrok raczej nie jest zmartwieniem
    Żóltaczka A,B,C
    HIV
    Kiła czy inne weneryczne
    Czasami chcą jeszcze cytologię, x-ray zębów, zależy jaka linia.

    W Polsce wymagana jest często książeczka sanepidu
    Dużo linii wymaga czystej kartoteki ew zaświadczenia o niekaralności.

    W Warszawie takie badani można zrobić w przychodni lotniczej Alergomed. Od reki poza xrayem. Bez komplikacji. Zanim wyślemy te badania np. do Emirates czy Qataru. Trzeba je przetłumaczyć, z tego co wiem to teraz wymagają przysięgłego tłumacza, kiedyś można było kombinować.

    Wizę załatwiamy sami z pomocą przewoźnika lub załatwia przewoźnik. Zależy gdzie lecimy. I to chyba tyle.

    Co po finalu?

    Czekamy na odpowiedź. Linie zawsze potrzebują kilka dni lub tygodni na powiedzenie i tyle. Tak jest niemal wszędzie. Nie ma co się pytać „co oni tam robią”. Robią i już. Koniec.

    Dodatkowo nie piszemy brzydkich emaili do mnie, że jestem taki i owaki i linia i agencja są do kitu (co ma czasem miejsce) 😛 bo wierzcie mi lub nie, nie przyłożyłem łapy do tego aby ktokolwiek odpadł, wręcz przeciwnie staram się pomagać, bo wiem jak wiele osób marzy o tej pracy i nie robię tego dla kasy, bo kasa nigdy nie była tutaj dla mnie na 1 miejscu. Może 1 osobę tylko stwierdziłem, ze się zdecydowanie moim zdaniem nie nadaje. To tak od serca. Jeśli ktoś się nie dostał, to tylko i wyłącznie z jego winy i już. Tak do tego należy podejść i popracować nad pewnymi kwestiami na następny raz.

    Ostatnio postanowiłem dać feedback, bo z dobrego serca (heheh) wiem, że każdy chciałby wiedzieć, czemu mu się nie udało, żeby wiedzieć nad czym musi popracować. Zemściło się to na mnie i nigdy więcej niestety feedbacku nie dam, każdy musi sobie sam dojść do tego co zrobił źle. Nie ma informacji zwrotnej – nie ma pretensji i żalu. Niektórzy nie potrafią docenić. W dużych liniach nie interesuje ich co sobie kandydat pomyśli, jaką ma sytuację rodzinna i czy mu zależy. Ja się przejmuję, a potem jeszcze bęcki za to dostaję od rozczarowanych. Nie warto, szkoda moich nerwów.

    No i chyba to tyle. Nie ma co się poddawać. Jak raz się nie uda to próbować dalej. Jak się znowu nie uda to pomyśleć co jest nie tak i nad czym warto popracować. Czy byłam dobrze ubrana, umalowana, czy moja figura jest okay, czy mam ładny uśmiech, czy dobrze się zaprezentowałam, czy byłam dobrze nastawiona i jakie wrażenie mogli odnieść rekruterzy. Zawsze trzeba nad sobą pracować, nigdy nie można powiedzieć „akceptuję siebie, takim jakim jestem” 🙂 Nie wolno.

    Pomimo doświadczenia i całej tej wiedzy, też nie dostałem się 2x do Emierates, odpadłem na 1 etapie 🙂 i tyle, widać nie pasuję do ich profilu, nie pcham się tam gdzie mnie nie chcą 🙂 Życie toczy się dalej, nie mam do nich pretensji, ani do siebie. Ani też nie żaluję, że tam nie latam.

    Jak cos mi przyjdzie do głowy to dopisze. Dziękuje tym, którzy przeczytali całe. Mam nadzieję, ze się ten poradnik przyda i coś z niego wyniesiecie. Zapraszam do komentowania.

    #14291

    martfa
    Member

    Elor wielkie dzieki za cenne wskazowki! 😉
    P.S. Chyba masz za duzo czasu 🙂
    Pozdrawiam

    #14292

    lotniczka
    Member

    Dziękujemy Elor;)

    Pochwal się w jakich liniach Cię chcieli :d

    #14293

    Traveler
    Member

    Nie mam czasu, ale traktuje to jako część mojej pracy. Napisanie tego zajeło mi 2h 😛 a zaoszczędzę sobie mam nadzieję pisania 1,500 postów i emaili 😛

    Linie zachowam dla siebie, nie ma sie co chwalić 😀 tak czy siak o mało nie wylądowałem w Tanzanii 😀

    #14294

    Sambuca
    Member

    a no dluuugie, ale warte przeczytania i to do konca. dzieki Elor, kawal dobrej roboty!

    #14296

    AnnaMaria
    Member

    świetny poradnik, dziekuje!

    #14300

    Victor
    Member

    ELOR – szacunek za tak duży wkład pracy. Dziękujemy.

    #14301

    Traveler
    Member

    Heheh, wbrew pozorom kosztowało mnie to mniej pracy niż się może wydawać :P. Siadłem raz dwa, nasmarowałem parę zdań i po kłopocie.

    #14306

    Poradnik rewelacyjny! 😀 Dzięki Elor!

    #14308

    stefka
    Member

    W prywatnych jetach to przede wszystkim trzeba miec znajomosci, 80% wolnych etatow nawet nie jest oglaszanych. Co do atrakcyjnosci kandydatek, czasami sie bardzo dziwie kto je przyjal 🙂
    Ah, sobie poczytalam i powspominalam stare, dobre czasy i niezliczone rekturacje. Swietna robota!

    #14309

    Traveler
    Member

    <cite>@stefka napisał(a):</cite>
    W prywatnych jetach to przede wszystkim trzeba miec znajomosci, 80% wolnych etatow nawet nie jest oglaszanych. Co do atrakcyjnosci kandydatek, czasami sie bardzo dziwie kto je przyjal 🙂
    Ah, sobie poczytalam i powspominalam stare, dobre czasy i niezliczone rekturacje. Swietna robota!

    To bez wątpienia :P. Akurat słabo znam tą część lotnictwa, znam tam 2-3 dziewczyny i w mojej opinii są ładne, mądre i ogarnięte 😛

    #14310

    Kamajla89
    Member

    Elor czy mógłbyś się dowiedzieć ile stopni skrzywienia kręgosłupa jest dopuszczalne w Gulf Air?
    W Emirates i Etihad podobno można mieć do 30 stopni, a Qatar chyba 10.

    #14313

    loook
    Member

    no ładnie napisane !:) mógłbyś pisać do gazet kobiecych – kupowałabym !:))

    #14316

    Traveler
    Member

    http://www.shemag.pl/on-2/meskim-okiem/mezczyzni-odwaznie-wchodza-do-swiata-kobiet/

    Będę tutaj pisał o podrózach, jak znajdę czas 😛 zapraszam

    • This reply was modified 4 years, 10 months ago by  Traveler.
    #14320

    loook
    Member

    pisz, pisz 😉 będę czytać !:) a jak będziesz sławny to z tobą wywiad zrobię bo w tv pracuje;)

You must be logged in to reply to this topic.

SIGN INTO YOUR ACCOUNT CREATE NEW ACCOUNT

Your privacy is important to us and we will never rent or sell your information.

×
CREATE ACCOUNT ALREADY HAVE AN ACCOUNT?

 
×
FORGOT YOUR DETAILS?
×

Go up